Siła dawnego i nowego - 19 listopada 2013
Wymiary czasu i ciszy, Koncert podwójny na skrzypce, altówkę i orkiestrę, Trzy pieśni chińskie na baryton i orkiestrę kameralną oraz II Symfonia „Wigilijna” Krzysztofa Pendereckiego - za nami kolejny dzień Festiwalu Krzysztofa Pendereckiego, zorganizowanego z okazji jubileuszu 80. urodzin kompozytora.
Rok 1959 był dla Krzysztofa Pendereckiego rokiem przełomowym. To właśnie wtedy zdobył trzy główne nagrody (I, II i III) na Konkursie Młodych Związku Kompozytorów Polskich za Strofy, Emanacje oraz Psalmy Dawida. Na przełomie 1959/60 powstały również Wymiary czasu i ciszy, potwierdzające przynależność Pendereckiego do świata muzycznej awangardy. To utwór, w którym kompozytor burzy pewne ustalone dotąd standardy i zwyczaje. By osiągnąć nowe efekty dźwiękowe każe muzykom uderzać w instrumenty, pociągać smyczkiem po podstawku zamiast po strunach, chórowi zaś gwizdać, krzyczeć, cmokać i szeptać. Ten niezwykły utwór, należący do najstarszych dzieł jubilata w programie tegorocznego festiwalu, znakomicie wykonali podczas wczorajszego koncertu artyści Chóru i Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Narodowej pod batutą maestro Jerzego Maksymiuka.
Po doświadczeniach z awangardą Penderecki odwrócił się w pewnym momencie od tego nurtu, bo – jak tłumaczył - „w nowatorstwie, sprowadzającym się głównie do eksperymentów i spekulacji formalnych, więcej jest destrukcji niż budowania od nowa.” Dziś, kiedy młodzi muzycy coraz częściej sięgają po kompozycje z tego właśnie okresu, a zachwyca się nimi nawet publiczność rockowych festiwali kompozytor zastanawia się głośno: - A może to nie było wcale takie złe?
Wczorajsza prezentacja Wymiarów czasu i ciszy dowodzi, że to utwory, w których wciąż drzemie olbrzymia siła i potencjał – zarówno dla wykonawców, jak też publiczności.
Równie wielkie w swym brzmieniu, sile oddziaływania i wymowie są najnowsze dzieła Pendereckiego. W tegorocznym programie zestawiono je w kapitalny sposób z tymi starszymi, nawet o pięćdziesiąt lat. Jednym z najnowszych jest skomponowany w 2012 roku na jubileusz 200-lecia Wiedeńskiego Towarzystwa Muzycznego Musikverein Koncert podwójny na skrzypce, altówkę i orkiestrę. Penderecki dedykował go litewskiemu skrzypkowi i altowioliście Julianowi Rachlinowi, który kompozycję wykonał jako pierwszy wraz z japońskim skrzypkiem Fumiaki Miurą. Podczas wczorajszego wieczoru właśnie ci dwaj artyści przypomnieli kompozycję jubilata. Rachlina mogliśmy już podziwiać podczas jubileuszowego festiwalu dwukrotnie. Tym razem zagrał nie na skrzypcach, ale na altówce. Fumiaki Miura pojawił się jednak w programie po raz pierwszy. I od pierwszej nuty zachwycił dźwiękiem niebywale śpiewnym, a do tego dynamicznym, pełnym ekspresji i perfekcyjnie czystym.
Penderecki napisał Koncert podwójny...stosując zamysł, wedle którego partie solistów mogą nieco przypominać swobodnie kształtowane i wymagające niebywałej inwencji twórczej kadencje. Rachlin i Miura poradzili sobie z tym zadaniem po mistrzowsku. Ale równie znacząca i wyrazista jest przecież rola orkiestry, która nie tylko kontrapunktuje partie solowych skrzypiec i altówki, ale wdaje się z nimi w dyskurs, zaczepia, pobudza, by w finale zespolić się z nimi w jedność. Prowadzona przez młodego wenezuelskiego dyrygenta Rafaela Payare orkiestra doskonale odczytała intencje kompozytora. Świetnie też zabrzmiały poszczególne grupy instrumentalne (pięknie solo oboju). Nie dziwi więc, że to nie tylko solistów, ale również filharmoniczny zespół publiczność nagrodziła gromkimi brawami.
Równie entuzjastycznie przyjęto wykonanie Trzech pieśni chińskich na baryton i orkiestrę kameralną, gdzie solistą był niemiecki baryton Thomas Bauer, dyrygował zaś jeden z najwyżej cenionych chińskich mistrzów batuty Long Yu. Spotkanie tych dwóch znakomitości świata muzyki musiało zaowocować sukcesem. I tak właśnie było! Bauer urzekał wokalną maestrią, głosem donośnym, z przyprawiającym o dreszcze pięknym tembrem. Long Yu przemienił zaś warszawskich filharmoników w prawdziwe perpetuum mobile. I jeszcze jeden mocny akcent, zamykający ten wieczór – fantastyczne wykonanie II Symfonii „Wigilijnej” Pendereckiego. Orkiestrą Filharmonii Narodowej dyrygował Marek Janowski, po raz kolejny pokazując siłę i ogrom brzmień symfonicznych kompozycji jubilata.
Tomasz Handzlik
Rok 1959 był dla Krzysztofa Pendereckiego rokiem przełomowym. To właśnie wtedy zdobył trzy główne nagrody (I, II i III) na Konkursie Młodych Związku Kompozytorów Polskich za Strofy, Emanacje oraz Psalmy Dawida. Na przełomie 1959/60 powstały również Wymiary czasu i ciszy, potwierdzające przynależność Pendereckiego do świata muzycznej awangardy. To utwór, w którym kompozytor burzy pewne ustalone dotąd standardy i zwyczaje. By osiągnąć nowe efekty dźwiękowe każe muzykom uderzać w instrumenty, pociągać smyczkiem po podstawku zamiast po strunach, chórowi zaś gwizdać, krzyczeć, cmokać i szeptać. Ten niezwykły utwór, należący do najstarszych dzieł jubilata w programie tegorocznego festiwalu, znakomicie wykonali podczas wczorajszego koncertu artyści Chóru i Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Narodowej pod batutą maestro Jerzego Maksymiuka.
Po doświadczeniach z awangardą Penderecki odwrócił się w pewnym momencie od tego nurtu, bo – jak tłumaczył - „w nowatorstwie, sprowadzającym się głównie do eksperymentów i spekulacji formalnych, więcej jest destrukcji niż budowania od nowa.” Dziś, kiedy młodzi muzycy coraz częściej sięgają po kompozycje z tego właśnie okresu, a zachwyca się nimi nawet publiczność rockowych festiwali kompozytor zastanawia się głośno: - A może to nie było wcale takie złe?
Wczorajsza prezentacja Wymiarów czasu i ciszy dowodzi, że to utwory, w których wciąż drzemie olbrzymia siła i potencjał – zarówno dla wykonawców, jak też publiczności.
Równie wielkie w swym brzmieniu, sile oddziaływania i wymowie są najnowsze dzieła Pendereckiego. W tegorocznym programie zestawiono je w kapitalny sposób z tymi starszymi, nawet o pięćdziesiąt lat. Jednym z najnowszych jest skomponowany w 2012 roku na jubileusz 200-lecia Wiedeńskiego Towarzystwa Muzycznego Musikverein Koncert podwójny na skrzypce, altówkę i orkiestrę. Penderecki dedykował go litewskiemu skrzypkowi i altowioliście Julianowi Rachlinowi, który kompozycję wykonał jako pierwszy wraz z japońskim skrzypkiem Fumiaki Miurą. Podczas wczorajszego wieczoru właśnie ci dwaj artyści przypomnieli kompozycję jubilata. Rachlina mogliśmy już podziwiać podczas jubileuszowego festiwalu dwukrotnie. Tym razem zagrał nie na skrzypcach, ale na altówce. Fumiaki Miura pojawił się jednak w programie po raz pierwszy. I od pierwszej nuty zachwycił dźwiękiem niebywale śpiewnym, a do tego dynamicznym, pełnym ekspresji i perfekcyjnie czystym.
Penderecki napisał Koncert podwójny...stosując zamysł, wedle którego partie solistów mogą nieco przypominać swobodnie kształtowane i wymagające niebywałej inwencji twórczej kadencje. Rachlin i Miura poradzili sobie z tym zadaniem po mistrzowsku. Ale równie znacząca i wyrazista jest przecież rola orkiestry, która nie tylko kontrapunktuje partie solowych skrzypiec i altówki, ale wdaje się z nimi w dyskurs, zaczepia, pobudza, by w finale zespolić się z nimi w jedność. Prowadzona przez młodego wenezuelskiego dyrygenta Rafaela Payare orkiestra doskonale odczytała intencje kompozytora. Świetnie też zabrzmiały poszczególne grupy instrumentalne (pięknie solo oboju). Nie dziwi więc, że to nie tylko solistów, ale również filharmoniczny zespół publiczność nagrodziła gromkimi brawami.
Równie entuzjastycznie przyjęto wykonanie Trzech pieśni chińskich na baryton i orkiestrę kameralną, gdzie solistą był niemiecki baryton Thomas Bauer, dyrygował zaś jeden z najwyżej cenionych chińskich mistrzów batuty Long Yu. Spotkanie tych dwóch znakomitości świata muzyki musiało zaowocować sukcesem. I tak właśnie było! Bauer urzekał wokalną maestrią, głosem donośnym, z przyprawiającym o dreszcze pięknym tembrem. Long Yu przemienił zaś warszawskich filharmoników w prawdziwe perpetuum mobile. I jeszcze jeden mocny akcent, zamykający ten wieczór – fantastyczne wykonanie II Symfonii „Wigilijnej” Pendereckiego. Orkiestrą Filharmonii Narodowej dyrygował Marek Janowski, po raz kolejny pokazując siłę i ogrom brzmień symfonicznych kompozycji jubilata.
Tomasz Handzlik











