1
grudnia
Penderecki gwiazdą rocka
Wyobrażacie sobie Beethovena dyrygującego swoim utworem na koncercie na wolnym powietrzu dla 50 tys. fanów rocka? (... przychodzi tu na myśl Zwycięstwo Wellingtona). Penderecki jest kompozytorem muzyki klasycznej, ale czasami wykracza poza ramy swojego gatunku (któż z nas tego nie czynił?), i to właśnie ma miejsce we wprowadzanej na ekrany filmowej biografii, gdzie (mniej więcej) łączy swoje brzmienia z muzyką rockową. Wychodzi z tego bez skazy.
Spędziłem właśnie dwa dni w Warszawie na obchodach jego 80. urodzin, słuchając szerokiego spektrum jego muzyki – utworów kameralnych, muzyki religijnej, koncertów…
zdumiewającej ilości umiejętnie dobranych, natchnionych nut, które urzekają i odciskają swoje piętno.
Ja również miałem zaszczyt wziąć udział w tych uroczystościach, dyrygując jego IV Symfonię, która miała prawykonanie w Paryżu w 1989 roku, pod moją batutą… posępne, przejmujące, pełne tęsknoty i melancholijne przesłanie o wielkiej sile oddziaływania.
Mimo, że wśród słuchaczy nie było fanów rocka, urządzili owację jakby nimi byli.
To był pamiętny wieczór w Warszawie, poniedziałek 18 listopada.
Lorin Maazel











