Sto lat, to za mało - 22 listopada 2013
Dwóch wspaniałych solistów, dwóch wielkich dyrygentów i znakomita orkiestra, a do tego dzieła z okresu niegdysiejszej awangardy i kompozycje najnowsze jubilata – za nami przedostatni koncert Festiwalu Krzysztofa Pendereckiego.
Kolejny festiwalowy wieczór w Filharmonii Narodowej okazał się wieczorem mistrzowskich wykonań. Próbując stworzyć jakąkolwiek hierarchię trudno naprawdę wybrać, bo każdy z zaproszonych do tego koncertu artystów (a także Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia w Katowicach) mógłby zostać okrzyknięty największym jego bohaterem.
Pięknie zabrzmiał Koncert na róg i orkiestrę „Winterreise”, a to głównie za sprawą wybornego solisty, jakim jest chorwacki waltornista Radovan Vlatković, któremu Krzysztof Penderecki dedykował to dzieło. Vlatković to artysta, który nie tylko doskonale rozumie i świetnie odczytuje idee muzyki nowej, ale w tej niezwykle wymagającej, ekspresyjnej kompozycji potrafi jednocześnie przemycić odrobinę pogody ducha. Jest więc w brzmieniu jego rogu ostrość, dynamika, ale jest też odrobina humoru i żartu, a wszystko to wygrane perfekcyjnie, bez cienia niedomówień czy zawahań. Po tak świetnym występie Radovan Vlatković wielokrotnie wywoływany był przez zachwyconą publiczność do ponownego wyjścia na scenę, aż wreszcie zdecydował się zagrać bis (kolejne mistrzowskie wykonanie – tym razem Caproccio. Składając przy tej okazji Krzysztofowi Pendereckiemu wszystkiego co najlepsze Vlatković podkreślił, że muzycy mają wielkie szczęście mogąc współpracować i „mieć tak wspaniałego kompozytora”, dlatego oznajmił, że „życzyć Panu Profesorowi sto lat, to za mało!”
W programie znalazły się jeszcze otwierające ten wieczór awangardowe De Natura Sonoris II, w znakomitej interpretacji amerykańskiego dyrygenta Leonarda Slatkina i NOSPR, a także I Koncert skrzypcowy z Konstantym Andrzejem Kulką w roli solisty i prowadzącym orkiestrę Gabrielem Chmurą. Koncert skrzypcowy prawykonywał w 1977 roku fenomenalny Isaak Stern. Pierwszym tuż Sternie wykonawcą dzieła był właśnie Kulka, który grał je potem wielokrotnie w Europie i na świecie. Od tamtych czasów minęło już blisko 40. lat, tymczasem w grze naszego wirtuoza skrzypiec słychać było, że kompozycja Pendereckiego wciąż jest niezwykle ważna w jego muzycznym życiu, że jej ekspresyjne dźwięki niemalże płyną w żyłach artysty. Taka też była jego wczorajsza interpretacja Koncertu – emocjonalna, żarliwa, osobista. W budowaniu tego nastroju znakomicie zresztą Kulkę wspomagała katowicka orkiestra, która nie po raz pierwszy dowiodła, że jest nie tylko doskonałym zespołem symfonicznym, ale grupą artystów, którzy potrafią również malować pełne nastroju i subtelności frazy.
Piątkowy wieczór zamykał Kadysz. Utwór niezwykły, bo napisany w 2009 roku, z okazji 65. rocznicy likwidacji łódzkiego getta. Penderecki przyznał zresztą, że pisząc tę kompozycję-modlitwę wspominał swoją wieloletnią przyjaźń z nieżyjącym już polskim Żydem urodzonym we wschodniej Galicji, który namawiał go właśnie do napisania kadyszu. - Śpiewał mi wtedy różne kadysze, które znał od swojego dziadka. I na tym, co usłyszałem od niego, oparłem się tworząc mój utwór.
W Filharmonii Narodowej dzieło to wykonała śląska orkiestra pod dyrekcją Gabriela Chmury, w partiach solowych pięknym sopranem zabłysnęła zaś Olga Pasiecznik oraz z emocją wyśpiewujący żydowskie modlitwy Alberto Mizrahi.
Ale to nie koniec muzycznych spotkań tego dnia z muzyką Pendereckiego. Popołudniu w sali
Sali Kameralnej Filharmonii Narodowej (godz. 17.00) koncertowała Radomska Orkiestra Kameralna pod batutą Macieja Żółtowskiego oraz stworzony specjalnie na okazję festiwalu oktet wiolonczelowy pod dyrekcją arcymistrza wiolonczeli - Ivana Monighettiego. W składzie: Arto Noras, Daniel Müller-Schott, Magdalena Bojanowicz, Bartosz Koziak, Karolina Jaroszewska, Marcin Zdunik, Tomasz Daroch, Marta Kordykiewicz artyści oczarowali wykonaniem Agnus Dei w wersji na 8 wiolonczel, opracowanej przez Borisa Pergamenschikowa – nieżyjącego już światowej sławy mistrza wiolonczeli. Kapitalnym zgraniem i pięknym kameralnym brzmieniem zachwyciła też Radomska Orkiestra Kameralna, zwłaszcza w świetnym wykonaniu Sinfonietty nr 3 i Koncertu altówkowego (wersja na wiolonczelę) z udziałem Rafała Kwiatkowskiego.
Tomasz Handzlik
Kolejny festiwalowy wieczór w Filharmonii Narodowej okazał się wieczorem mistrzowskich wykonań. Próbując stworzyć jakąkolwiek hierarchię trudno naprawdę wybrać, bo każdy z zaproszonych do tego koncertu artystów (a także Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia w Katowicach) mógłby zostać okrzyknięty największym jego bohaterem.
Pięknie zabrzmiał Koncert na róg i orkiestrę „Winterreise”, a to głównie za sprawą wybornego solisty, jakim jest chorwacki waltornista Radovan Vlatković, któremu Krzysztof Penderecki dedykował to dzieło. Vlatković to artysta, który nie tylko doskonale rozumie i świetnie odczytuje idee muzyki nowej, ale w tej niezwykle wymagającej, ekspresyjnej kompozycji potrafi jednocześnie przemycić odrobinę pogody ducha. Jest więc w brzmieniu jego rogu ostrość, dynamika, ale jest też odrobina humoru i żartu, a wszystko to wygrane perfekcyjnie, bez cienia niedomówień czy zawahań. Po tak świetnym występie Radovan Vlatković wielokrotnie wywoływany był przez zachwyconą publiczność do ponownego wyjścia na scenę, aż wreszcie zdecydował się zagrać bis (kolejne mistrzowskie wykonanie – tym razem Caproccio. Składając przy tej okazji Krzysztofowi Pendereckiemu wszystkiego co najlepsze Vlatković podkreślił, że muzycy mają wielkie szczęście mogąc współpracować i „mieć tak wspaniałego kompozytora”, dlatego oznajmił, że „życzyć Panu Profesorowi sto lat, to za mało!”
W programie znalazły się jeszcze otwierające ten wieczór awangardowe De Natura Sonoris II, w znakomitej interpretacji amerykańskiego dyrygenta Leonarda Slatkina i NOSPR, a także I Koncert skrzypcowy z Konstantym Andrzejem Kulką w roli solisty i prowadzącym orkiestrę Gabrielem Chmurą. Koncert skrzypcowy prawykonywał w 1977 roku fenomenalny Isaak Stern. Pierwszym tuż Sternie wykonawcą dzieła był właśnie Kulka, który grał je potem wielokrotnie w Europie i na świecie. Od tamtych czasów minęło już blisko 40. lat, tymczasem w grze naszego wirtuoza skrzypiec słychać było, że kompozycja Pendereckiego wciąż jest niezwykle ważna w jego muzycznym życiu, że jej ekspresyjne dźwięki niemalże płyną w żyłach artysty. Taka też była jego wczorajsza interpretacja Koncertu – emocjonalna, żarliwa, osobista. W budowaniu tego nastroju znakomicie zresztą Kulkę wspomagała katowicka orkiestra, która nie po raz pierwszy dowiodła, że jest nie tylko doskonałym zespołem symfonicznym, ale grupą artystów, którzy potrafią również malować pełne nastroju i subtelności frazy.
Piątkowy wieczór zamykał Kadysz. Utwór niezwykły, bo napisany w 2009 roku, z okazji 65. rocznicy likwidacji łódzkiego getta. Penderecki przyznał zresztą, że pisząc tę kompozycję-modlitwę wspominał swoją wieloletnią przyjaźń z nieżyjącym już polskim Żydem urodzonym we wschodniej Galicji, który namawiał go właśnie do napisania kadyszu. - Śpiewał mi wtedy różne kadysze, które znał od swojego dziadka. I na tym, co usłyszałem od niego, oparłem się tworząc mój utwór.
W Filharmonii Narodowej dzieło to wykonała śląska orkiestra pod dyrekcją Gabriela Chmury, w partiach solowych pięknym sopranem zabłysnęła zaś Olga Pasiecznik oraz z emocją wyśpiewujący żydowskie modlitwy Alberto Mizrahi.
Ale to nie koniec muzycznych spotkań tego dnia z muzyką Pendereckiego. Popołudniu w sali
Sali Kameralnej Filharmonii Narodowej (godz. 17.00) koncertowała Radomska Orkiestra Kameralna pod batutą Macieja Żółtowskiego oraz stworzony specjalnie na okazję festiwalu oktet wiolonczelowy pod dyrekcją arcymistrza wiolonczeli - Ivana Monighettiego. W składzie: Arto Noras, Daniel Müller-Schott, Magdalena Bojanowicz, Bartosz Koziak, Karolina Jaroszewska, Marcin Zdunik, Tomasz Daroch, Marta Kordykiewicz artyści oczarowali wykonaniem Agnus Dei w wersji na 8 wiolonczel, opracowanej przez Borisa Pergamenschikowa – nieżyjącego już światowej sławy mistrza wiolonczeli. Kapitalnym zgraniem i pięknym kameralnym brzmieniem zachwyciła też Radomska Orkiestra Kameralna, zwłaszcza w świetnym wykonaniu Sinfonietty nr 3 i Koncertu altówkowego (wersja na wiolonczelę) z udziałem Rafała Kwiatkowskiego.
Tomasz Handzlik











