Godni zaufania kompozytora - 21 listopada 2013

Kilkunastominutowymi owacjami na stojąco zakończył się wczorajszy koncert jubileuszowego Festiwalu Krzysztofa Pendereckiego. Dyrygent Jacek Kaspszyk, soliści oraz Orkiestra Symfoniczna i Chór Filharmonii Narodowej byli jego największymi bohaterami.

Zacznijmy od końca, bo to właśnie wykonana w finale VII Symfonia – Siedem bram Jerozolimy wzbudziła takie emocje. Dzieło przesycone jest ogromem ekspresji – olbrzymi skład orkiestry symfonicznej, z podwójną, a nawet potrójną obsadą instrumentów dętych, perkusyjnych, smyczków, a do tego brzmiących złowieszczą siłą, a skonstruowanych specjalnie na potrzeby tej kompozycji tubafonów wywołuje dreszcze.
Zamówienie na ten utwór, który uczcił 3000-lecie świętego miasta, Penderecki otrzymał w połowie lat 90. Ukończony w 1997 roku przybrał ostatecznie formę oratorium złożonego z siedmiu części, odpowiadających siedmiu historycznym bramom prowadzącym do starej części Świętego Miasta. Jacek Kaspszyk doskonale zinterpretował partyturę Pendereckiego, malując przed nami siedem niezwykłych obrazów – raz mrocznych, raz z delikatną nutą jaśniejącej nadziei, raz dramatycznych i pośpiesznych, nie dających chwili wytchnienia, raz toczących się spokojnym, pulsującym rytmem, choć zmierzających jednak do finałowego, ekstatycznego wybuchu. Prowadzone przez nowego szefa artystycznego Filharmonii Narodowej chór i orkiestrowa koncertowały jak marzenie. Zachwycili też soliści, a zwłaszcza Izabela Matuła, Agnieszka Rehlis, Wojciech Gierlach oraz porywający głosem dźwięcznym i donośnym Alberto Mizrahi (w roli narratora).
Chwilę wcześniej na tej samej scenie gościła orkiestra AUKSO z Tych oraz Zespół Śpiewaków Miasta Katowice - Camerata Silesia. Pod batutą Marka Mosia artyści wykonali Strofy na sopran, głos recytujący i 10 instrumentów oraz Psalmy Dawida. Utwory, za które Krzysztof Penderecki zdobył pierwsze nagrody podczas 2. Konkursu Młodych Kompozytorów Związku Kompozytorów Polskich w 1959 roku, należą do okresu ścisłej awangardy w twórczości jubilata. I są piekielnie trudne dla wykonawców, zwłaszcza wokalistów. Tym większe brawa dla śląskich śpiewaków, którzy Strofy i otwierające ten wieczór Canticum Canticorum Salomonis wykonali brawurowo! Niesmak pozostał niestety po wysłuchaniu Psalmów Dawida, choć nie z powodu występujących na scenie artystów. Tuż przed rozpoczęciem, kiedy dyrygent miał już ręce w górze, zza kulis zaczęły nas dobiegać dźwięki ćwiczących w garderobach muzyków drugiej orkiestry. Sytuacja powtórzyła się w trakcie utworu. Przeszkadzała, burząc kompletnie dramaturgię i odbiór całości dzieła. Wielka szkoda, bo przecież artyści pod wodzą Marka Mosia byli wspaniali.
W czwartkowe popołudnie odbył się jeszcze jeden koncert, w Sali Kameralnej Filharmonii Narodowej zabrzmiały: młodzieńcza I Sonata na skrzypce i fortepian oraz późniejsza o przeszło 40 lat II Sonata na skrzypce i fortepian, którą Krzysztof Penderecki pisał na zamówienie wybitnej skrzypaczki Anne-Sophie Muter. Program ten uzupełniła jeszcze niespodzianka – napisany specjalnie z okazji urodzin mistrza utwór PPP („Penderecki’s Party Piece”) autorstwa zaprzyjaźnionego z jubilatem znakomitego brytyjskiego kompozytora Paula Pattersona. Popołudniowy koncert można by nazwać festiwalową sceną młodych, wszystkie wspomniane kompozycje wykonywali bowiem muzycy młodej generacji. Zaczęło się od tych najmłodszych, dopiero co zdobywających międzynarodowe sceny czy konkursy. Penderecki’s Party Piece wykonał bowiem duet Aleksandra Kuls – skrzypce i Aleksandra Świgut – fortepian. Zaraz potem na scenie pojawiły bardziej już utytułowane i doświadczone Agata Szymczewska – skrzypce i Justyna Danczowska – fortepian (I Sonata na skrzypce i fortepian). Oba duety zachwycały młodzieńczą werwą, a przy tym bardzo profesjonalnym i perfekcyjnym podejściem do muzycznego tekstu. Słuchanie tych młodych, grających z pasją artystek na scenie jubileuszowego Festiwalu Krzysztofa Pendereckiego daje nadzieję, że muzyka świętującego 80. urodziny maestro przetrwa jeszcze wieki. Podobne odczucia przyszły zresztą po występie nieco starszych, choć wciąż zaliczanych do młodszej generacji muzyków – skrzypka Juliana Rachlina i pianisty Itamara Golana. Rachlin, który na tegorocznym festiwalu występował już trzykrotnie, za każdym razem sięgając po bardzo poważne, wymagające dzieła, staje się chyba ulubieńcem Krzysztofa Pendereckiego. Nic dziwnego, wraz z Golanem pokazał przecież w interpretacji II Sonaty na skrzypce i fortepian, że zasługuje na tak wielkie zaufanie kompozytora.
Tomasz Handzlik