Mistrzowie światowej kameralistyki - 20 listopada 2013

De Natura Sonoris III, Largo na wiolonczelę i orkiestrę, VIII Symfonia „Lieder der Vergänglichkeit” i fenomenalnie zagranie Kwartety smyczkowe – za nami kolejny „wielki” dzień Festiwalu Krzysztofa Pendereckiego, zorganizowanego z okazji jubileuszu 80. urodzin twórcy.

Zaczęło się bardzo mocnym akcentem: Koncertem fletowym z solową partią w wykonaniu znakomitego Łukasza Długosza i pod wodzą hiszpańskiego dyrygenta Jesúsa Lópeza-Cobosa oraz jedną ze sztandarowych kompozycji Krzysztofa Pendereckiego De Natura Sonoris III, której pierwsze wersje wykorzystał przed laty Stanley Kubrick w niezapomnianym horrorze „Lśnienie”. Mnie najbardziej do gustu przypadło właśnie wykonanie De Natura Sonoris. Wenezuelski dyrygent Rafael Payare, prowadzący podczas tego wieczoru najmłodszy polski zespół symfoniczny - Polską Orkiestrę Sinfonię Iuventus - był niczym dynamit. Młodziutki zespół natychmiast zresztą dał się porwać jego emocjonalnej wizji, malując przed naszymi oczami muzyczne obrazy pełne grozy, wywołujące dreszcze ogromem brzmienia i wyśrubowanej do granic możliwości ekspresji.
Po tych emocjach przyszła chwila ukojenia. I to w najpiękniejszym chyba wydaniu. Na scenie Filharmonii Narodowej zabrzmiało bowiem Largo na wiolonczelę i orkiestrę Pendereckiego. Za pulpitem dyrygenckim stanął Maximiano Valdés, w rolę solisty wcielił się zaś Claudio Bohórquez. Już pierwsze dźwięki wiolonczeli solo, a zaraz potem solisty grającego w duecie koncertmistrzem wiolonczel dały nam oczywisty sygnał, że będziemy mieli do czynienia z muzycznym absolutem. Bo Claudio Bohórquez wielkim artystą jest! Każdy jego dźwięk, każda fraza są prawdziwym dziełem sztuki. Wspaniale też brzmiała prowadzona przez Valdésa orkiestra, z wrażliwością dialogując bądź to budując mocy kontrapunkt do poetyckich partii solisty.
Wieczór zwieńczyło wykonanie VIII Symfonii „Lieder der Vergänglichkeit” („Pieśni przemijania”).
„Przemijanie to temat wieku dojrzałego, gdy człowiek robi rachunek sumienia, podsumowuje to, co działo się w jego życiu. [...] Początkowo zamierzałem napisać cykl pieśni o drzewach. Okazało się jednak, że rodzi się coś więcej niż jedynie muzyka o drzewach. Że w tym okresie życia naczelnym tematem jest jednak dla mnie przemijanie. Myślę, że w pewnym wieku człowiek zaczyna mieć dystans do wszystkiego: do rzeczy, do ludzi, do literatury i do muzyki. Z pewnością nie napisałbym takiego utworu, gdy miałem 30 czy 40 lat” - przyznał kiedyś Penderecki w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”. Wykonując to dzieło w środowy wieczór Polska Orkiestra Sinfonia Iuventus i Chór Filharmonii Krakowskiej zachwyciły delikatną liryką i subtelnością interpretacji. Wspaniałe wrażenie pozostawili też soliści: Iwona Hossa – sopran, Agnieszka Rehlis – mezzosopran, Mariusz Godlewski – baryton. Pod batutą Łukasza Borowicza Symfonia „Pieśni przemijania” stała się niezwykłą, osobistą opowieścią o życiu, a może o marzeniach artysty?
Nieco wcześniej, tuż przed wieczornym koncertem odbyło się jeszcze jedno niezapomniane festiwalowe spotkanie. Na scenie Sali Kameralnej Filharmonii Narodowej zagrał fenomenalny Shanghai Quartet, a także Grigori Zhyslin (altówka), Michel Lethiec (klarnet), Arto Noras (wiolonczela) i Barry Douglas (fortepian). Pięknie zabrzmiały Kwartet na klarnet i trio smyczkowe, Cadenza per viola solo oraz dedykowany jubilatowi Baumgesang mit Epilog fińskiego kompozytora Aulisa Sallinena. Największe jednak emocje wzbudził występ Shanghai Quartet, który podobnie jak przed pięcioma laty, kiedy wraz z Krzysztofem Pendereckim i warszawską publicznością świętował 75. urodziny mistrza, sięgnął po jego kwartety smyczkowe. Tym jednak razem wykonał wszystkie trzy po kolei.
I i II Kwartet smyczkowy Penderecki pisał w burzliwym okresie lat sześćdziesiątych. To dzieła w których mocno jeszcze obecne są pierwiastki muzycznej awangardy. III Kwartet smyczkowy „Kartki z nienapisanego dziennika” powstał pół wieku później. Jego ostatnie nuty Penderecki stawiał dokładnie na parę dni przed swym urodzinowym festiwalem w 2008 roku. Shanghai Quartet wykonał wówczas ten utwór brawurowo. Nie inaczej zresztą było tym razem. Zarówno w I i II jak też w III Kwartecie artyści osiągnęli szczyt muzycznego pietyzmu, perfekcji. Urzekali grą diabelnie energiczną, a jednocześnie (zwłaszcza w „Kartkach z nienapisanego dziennika”) czarującą dźwiękową poezją. I tak Festiwal Krzysztofa Pendereckiego po raz kolejny dowiódł nam i przypomniał, że występy Shanghai Quartet to spotkania z niedoścignionym, absolutnym mistrzem światowej kameralistyki.
Tomasz Handzlik