Wieczór godny mistrzów - 17 listopada 2013
Muzyka kameralna miewa czasem siłę ekspresji równą, jeśli nie większą od muzyki symfonicznej, operowej czy oratoryjnej. Tak właśnie zabrzmiała podczas koncertu inaugurującego Festiwal Krzysztofa Pendereckiego.
Zorganizowany w Warszawie z okazji 80. urodzin kompozytora festiwal rozpoczął się w bardzo kameralnej atmosferze. Nie dość, że koncert inauguracyjny nie odbywał się w sali Filharmonii Narodowej ani Teatrze Wielkim – Operze Narodowej lecz na Zamku Królewskim, to jeszcze w programie znalazły się wyłącznie kameralne kompozycje jubilata: Trzy miniatury na klarnet i fortepian, Kwintet smyczkowy, Sekstet na klarnet, róg, trio smyczkowe i fortepian oraz ukończona niedawno Suita na wiolonczelę solo. Program kameralny, niemalże intymny, pomyślany jednak w ten sposób, by zachwycić publiczność niezwykłą obsadą. Obsadą gwiazdorską, która okazała się istnym fajerwerkiem tego wieczoru.
Na początek Trzy miniatury na klarnet i fortepian – utwór, w którym Darko Brlek (klarnet) i Marek Bracha (fortepian) oczarowali doskonałym wyczuciem zwiewności i żartobliwego charakteru tej muzyki. Chwilę później na scenie zasiadł dawno niesłyszany Kwartetu Dafô, który z towarzyszeniem kontrabasisty Jerzego Dybała wykonał Kwintet smyczkowy. Powiedzieć, że wykonał go wspaniale to za mało. Artystki Kwartetu Dafô są jak jeden instrument, na dodatek instrument doskonały, dysponujący nieograniczonymi możliwościami dynamicznymi i ekspresyjnymi. Instrument, który nie stawia przed muzykiem niemal żadnych ograniczeń, ale daje mu absolutną wolność i swobodę kreowania. Tak też zabrzmiał festiwalowy popis Kwartetu Dafô i Jerzego Dybała, ich osobisty prezent dla maestro Pendereckiego. To było piękne spotkanie!
Po tak wyśrubowanych emocjach czekało na jeszcze jedno niezwykłe wydarzenie - wiolonczelista Danjulo Ishizaka i jego interpretacja Suity na wiolonczelę solo. Ishizaka, jeden z ostatnich uczniów wielkiego Borisa Pergamenschikowa, to artysta wspaniale ukształtowany, wrażliwy, muzyczny erudyta. Doskonale słychać to było podczas jego występu, gdzie dbałość o każdy najdrobniejszy szczegół, dźwięk i frazę, połączony był z jakąś niebywałą wizją całości tego dzieła.
W drugiej części wieczoru zabrzmiał poważny i arcytrudny wykonawczo Sekstet na klarnet, róg, trio smyczkowe i fortepian. Na scenie zaś zasiedli światowej sławy artyści: Michel Lethiec – klarnet, André Cazalet – waltornia, Julian Rachlin – skrzypce, Maja Bogdanovic – wiolonczela, Barry Douglas – fortepian oraz Yuri Bashmet – altówka. Z okazjonalnych połączeń takich gwiazd nie zawsze powstają dobre efekty. Wielkie osobowości świata muzyki, a takimi przecież są wspomniani artyści, mają częstokroć różne wizje interpretacyjne, różne pomysły kształtowania fraz, niekoniecznie spójne z ideami pozostałych członków zespołu. Tym jednak razem zespolenie wielkich indywidualności świata muzyki przyniosło stuprocentowy sukces. Artyści zachwycali wspaniałym zgraniem, muzycznym zrozumieniem, dzięki czemu Sekstet stał się dziełem tryskającym ekspresją, zaskakującym zmiennością barw, a przede wszystkim kapitalnie budowaną muzyczną dramaturgią. Wielkie brawa dla każdego z artystów, w szczególności zaś dla Juliana Rachlina, który jako pierwszy skrzypek znakomicie poprowadził zespół, a jednocześnie olśniewał dźwiękiem pełnym śpiewności i wewnętrznych emocji. Wieczór inaugurujący jubileuszowy Festiwal Krzysztofa Pendereckiego okazał się więc prawdziwym wieczorem godnym mistrzów.
Tomasz Handzlik
Zorganizowany w Warszawie z okazji 80. urodzin kompozytora festiwal rozpoczął się w bardzo kameralnej atmosferze. Nie dość, że koncert inauguracyjny nie odbywał się w sali Filharmonii Narodowej ani Teatrze Wielkim – Operze Narodowej lecz na Zamku Królewskim, to jeszcze w programie znalazły się wyłącznie kameralne kompozycje jubilata: Trzy miniatury na klarnet i fortepian, Kwintet smyczkowy, Sekstet na klarnet, róg, trio smyczkowe i fortepian oraz ukończona niedawno Suita na wiolonczelę solo. Program kameralny, niemalże intymny, pomyślany jednak w ten sposób, by zachwycić publiczność niezwykłą obsadą. Obsadą gwiazdorską, która okazała się istnym fajerwerkiem tego wieczoru.
Na początek Trzy miniatury na klarnet i fortepian – utwór, w którym Darko Brlek (klarnet) i Marek Bracha (fortepian) oczarowali doskonałym wyczuciem zwiewności i żartobliwego charakteru tej muzyki. Chwilę później na scenie zasiadł dawno niesłyszany Kwartetu Dafô, który z towarzyszeniem kontrabasisty Jerzego Dybała wykonał Kwintet smyczkowy. Powiedzieć, że wykonał go wspaniale to za mało. Artystki Kwartetu Dafô są jak jeden instrument, na dodatek instrument doskonały, dysponujący nieograniczonymi możliwościami dynamicznymi i ekspresyjnymi. Instrument, który nie stawia przed muzykiem niemal żadnych ograniczeń, ale daje mu absolutną wolność i swobodę kreowania. Tak też zabrzmiał festiwalowy popis Kwartetu Dafô i Jerzego Dybała, ich osobisty prezent dla maestro Pendereckiego. To było piękne spotkanie!
Po tak wyśrubowanych emocjach czekało na jeszcze jedno niezwykłe wydarzenie - wiolonczelista Danjulo Ishizaka i jego interpretacja Suity na wiolonczelę solo. Ishizaka, jeden z ostatnich uczniów wielkiego Borisa Pergamenschikowa, to artysta wspaniale ukształtowany, wrażliwy, muzyczny erudyta. Doskonale słychać to było podczas jego występu, gdzie dbałość o każdy najdrobniejszy szczegół, dźwięk i frazę, połączony był z jakąś niebywałą wizją całości tego dzieła.
W drugiej części wieczoru zabrzmiał poważny i arcytrudny wykonawczo Sekstet na klarnet, róg, trio smyczkowe i fortepian. Na scenie zaś zasiedli światowej sławy artyści: Michel Lethiec – klarnet, André Cazalet – waltornia, Julian Rachlin – skrzypce, Maja Bogdanovic – wiolonczela, Barry Douglas – fortepian oraz Yuri Bashmet – altówka. Z okazjonalnych połączeń takich gwiazd nie zawsze powstają dobre efekty. Wielkie osobowości świata muzyki, a takimi przecież są wspomniani artyści, mają częstokroć różne wizje interpretacyjne, różne pomysły kształtowania fraz, niekoniecznie spójne z ideami pozostałych członków zespołu. Tym jednak razem zespolenie wielkich indywidualności świata muzyki przyniosło stuprocentowy sukces. Artyści zachwycali wspaniałym zgraniem, muzycznym zrozumieniem, dzięki czemu Sekstet stał się dziełem tryskającym ekspresją, zaskakującym zmiennością barw, a przede wszystkim kapitalnie budowaną muzyczną dramaturgią. Wielkie brawa dla każdego z artystów, w szczególności zaś dla Juliana Rachlina, który jako pierwszy skrzypek znakomicie poprowadził zespół, a jednocześnie olśniewał dźwiękiem pełnym śpiewności i wewnętrznych emocji. Wieczór inaugurujący jubileuszowy Festiwal Krzysztofa Pendereckiego okazał się więc prawdziwym wieczorem godnym mistrzów.
Tomasz Handzlik











